Dobra, Lepsza, Najlepsza – Karcianki (Grzesiek)

Należę do pokolenia, które za dzieciaka -zamiast skrollować Fejsa albo Insta – ciupało z kolegami pod blokiem w makao i pana. W liceum zagrywaliśmy się w brydża, a żona i teściowie nauczyli mnie kanasty. Dlatego moje pierwsze skojarzenie z grami karcianymi to piki i trefle. Postanowiłem więc, że napiszę w dzisiejszym zestawieniu o następcach klasycznych karcianek, czyli grach, w których gramy numerkami i kolorami.

Zbieranie lew to bardzo ciekawa mechanika – wymaga ogarniania rachunku prawdopodobieństwa oraz świetnej pamięci. Załoga daje nam posmakować jej w najlepszym wydaniu – czyli jako kooperacji.

Trzech do pięciu graczy dzieli między siebie talię 40 kart i stawia czoła coraz trudniejszym wyzwaniom – a to jeden z graczy musi zdobyć pierwsze dwie lewy; ktoś musi zgromadzić na koniec rundy wszystkie piątki; ktoś nie może mieć ani jednej karty atu w zebranych lewach… Cele są jawne dla całej drużyny, ponieważ osiągnięcie ich wszystkich leży we wspólnym interesie graczy – wygrywają tylko wtedy, gdy wszystkie zadania zostaną zaliczone.

Gracze nie mogą mówić wprost o swoich kartach. Każdy może w ciągu całej rozgrywki dać innym tylko jedną podpowiedź – informację na temat jednej ze swoich kart (czy jest najmniejsza w danym kolorze, największa, czy też jedyna). Cała reszta to już matematyka i dobra wola całej drużyny.

Miałem jak dotąd okazję zagrać w Załogę jedynie kilka pierwszych scenariuszy, jednak już teraz mogę powiedzieć, że jest to bardzo angażująca i emocjonująca gra – szczególnie dla fanów kooperacyjnych łamigłówek.

Zasady gry 6. bierze! da się wytłumaczyć w dwie-trzy minuty. Każdy gracz ma w danej rundzie 10 kart, których musi się pozbyć w ciągu 10 kolejnych ruchów. Wszyscy równolegle decydują, którą kartę zagrywają, a następnie karty tę są dokładane w określonej kolejności do jednego z czterech rzędów. Ten z graczy, którego karta będzie w danym rzędzie szósta, zabiera komplet; zabierania unikamy, ponieważ są to punkty karne na koniec rundy. Wygrywa więc ten, któremu uda się zebrać ich jak najmniej.

W 6. bierze! można grać na dwa sposoby. Jeden z nich to radosna „pykanka” – szast-prast, rzucam kartę i cieszę się, kiedy się uda, lub narzekam na „pech”, kiedy muszę zebrać rządek. Jednak wówczas ta karcianka nie znalazłaby się w dzisiejszym zestawieniu. Jeśli jednak spojrzymy na nią jak na grę optymalizacyjną, w której każdy ruch poprzedzony jest odpowiednim namysłem taktycznym i szacowaniem prawdopodobieństwa, wtedy będziemy mieli okazję docenić głębię tego tytułu. Co ciekawe, jeśli wszyscy przy stole podchodzą do gry „matematycznie”, na nowo staje się ona dość losowa – ale to już nie jest ta sama losowość i zaskoczenia mają już wtedy nieco inny smak… Polecam.

Red7 ma już swoje lata, jednak wciąż okupuje szczyt mojej topki „post-klasycznych karcianek”.

Mamy tutaj do dyspozycji talię składającą się z 49 unikalnych kart – w siedmiu kolorach (każdy kolor ma inną „wagę”) i o wartościach od 1 do 7. Na początku rundy każdy gracz otrzymuje 7 kart i zaczynamy grę – od tej pory obowiązuje tylko jedna zasada: na końcu swojego ruchu gracz wygrywa lub odpada. Wygrywa, to znaczy ma najwięcej kart spełniających warunki wygranej (lub najlepszą w przypadku remisu co do liczby kart). Gdyby to był koniec zasad, Red7 byłby niezbyt wartą uwagi „głupią losową grą”. Ale uważajcie – w tej karciance mamy możliwość zmieniania reguły dającej zwycięstwo! I to jest to! Karty, które mamy na stole mogą być jednocześnie najlepszym i najgorszym zestawem, w zależności od reguły: najwięcej kart tego samego koloru; najwięcej kart różnych kolorów; najwyższa wartość karty; najwięcej kart o wartości poniżej 4… I teraz zaczyna się kombinowanie – jak wycisnąć z tych siedmiu startowych kart jak najwięcej, tak by nasze opcje skończyły się później niż rywalom. Obracamy więc w głowie dziesiątki możliwości – które karty zasilą nasze tableau, a które użyjemy do zmiany reguł – i w jakiej kolejności…

Mało tego, gra oferuje trzy różne warianty rozgrywki, o rosnącym stopniu złożoności – te bardziej zaawansowane dadzą nam możliwość dociągania kolejnych kart już podczas rozgrywki, co sprawi, że naszych opcji będzie jeszcze więcej.

Red7 to zdecydowanie najsprytniejszy karcianka, jaką dane mi było poznać. Rozgrywka daje mnóstwo satysfakcji, szczególnie przy wyrównanym poziomie między graczami. Warto poświęcić temu tytułowi dłuższą chwilę, ponieważ zyskuje przy bliższym poznaniu – odkrywa swoją głębię i pozwala naprawdę ucieszyć się swoim potencjałem taktycznym. Serdecznie polecam.