zGRAna rodzina – Kroniki Zbrodni

Lucky Duck Games postanowiło podejść do zagadnienia przygodowych gier kryminalnych z epickim rozmachem o niemal biblijnych proporcjach. W serii Kroniki Millenium będziemy tropić paryskie zbrodnie przez tysiąc lat począwszy od zgrzebnych Kronik Zbrodni: 1400 przez stylowe Kroniki Zbrodni: 1900 aż po futurystyczne Kroniki Zbrodni: 2400. W skórze rycerza Abelarda Lavela, nękani proroczymi wizjami, będziemy wytrwale tropić zbrodniarzy, aby oddać ich katu. Wcielimy się w Víctora Lavela, żeby jako młody żurnalista węszyć za ciemnymi sprawkami paryskiej society fin de siecle’u. Wreszcie cyberagentka Kalia Lavel, pójdzie w ślady przodków i pokaże zepsutym do szpiku krzemu korporacyjnym szychom, że punk is not dead.
Jak widać sprawiedliwość to rodzinny biznes.

Serię stworzyli David Cicurel i Wojciech Grajkowski. Sprawy ubrali w słowa Pierre Buty, Grzegorz A. Nowak, Tomasz Konatkowski, Wojciech Grajkowski i Karol Górniak. Katarzyna Kosobudzka czuwała nad tym, żeby zbrodnia zawsze prezentowała się atrakcyjnie i pociągająco. Fakt, że w grach nie widać ogromu pracy włożonego w ich stworzenie, świadczy o tym, że cała ekipa wykonała robotę na medal.

Kroniki Millenium to prawdziwy samograj do wrzucania nowego contentu za pomocą wspartej aplikacją Platformy do grania. Kręgosłupem systemu są karty postaci, karty poszlak i przedmiotów specjalnych opatrzone kodem QR. Skanując kod w aplikacji wchodzimy w interakcję z postacią, używamy przedmiotów, zadajemy pytania w rozmowach. Planszetki lokacji pomagają zakotwiczyć postaci w terenie, a podróże pomiędzy miejscówkami odbywamy nie inaczej, jak skanując ich kody. W każdej grze dysponujemy planszą do katalogowania dowodów. Każde Kroniki Zbrodni mają też specyficzną dla siebie mechanikę, odróżniającą je od sióstr. Najbardziej immersyjnym „ficzerem” serii jest możliwość obejrzenia miejsca zbrodni w scenie VR za pomocą smartfona. Niby takie małe nic, a wciąga, bo daje poczucie osobistego myszkowania po zakamarkach. Wszystkie scenariusze grzecznie czekają w eleganckiej apce, która śmiga bez zarzutu.

Ponieważ czas jest tylko sposobem organizacji materii, swoją przygodę z Kronikami Millenium przeżywałem niechronologicznie.

Kroniki Zbrodni: 2400

Kroniki Zbrodni: 2400, fot. Daniel Brzost

Sprawy Kronik zbrodni: 2400 pozwalają zanurzyć się w mroczne zaułki cyber Paryża techno noir. Mój ulubiony film to Blade Runner, więc detektywistyczno cyberpunkowe klimaty są bardzo bliskie mojemu okablowanemu serduszku.

W najnowszej odsłonie karcianego point and click na zdemaskowanie czekają korporacyjne intrygi. Ludzkiej wolności zagraża wszechobecne i wszechmocne AI. W cyber przestrzeni nie wszystko jest takie, jakim się wydaje. Spotkać można całą galerię typów spod krzemowej gwiazdy. Moje klimaty.
Wisienką na wirtualnym torcie są cyber wszczepy. Ta nutka transhumanizmu robi grę. Implanty są nie tylko klimatyczne ale i bardzo poręczne.
W grze towarzyszy nam kruk jako mobilna baza danych. Kruk jak kruk. Przydaje się. Psa sprzed tysiąca lat polubię bardziej. Będzie taki bardziej ludzki.
Żeby jeszcze bardziej mnie zatopić w bladerunnerowo matriksowych klimatach gry, twórcy jedną z kart uczynili na obraz i podobieństwo Moniki Bellucci. To już jest cios prosto w libido znacznie poniżej progu podświadomości.

Kroniki Zbrodni: 1400, fot. Daniel Brzost

Kroniki Zbrodni: 1400

Nic już na to nie poradzę, że jestem sentymentalnym klimaciarzem. Jak mi się coś kojarzy z Imieniem róży, Kronikami braciszka Cadfaela, Filarami Ziemi, to będę w to grał i już.

Kroniki zbrodni: 1400 perfidnie i z premedytacją trafiły w mój czuły punkt. Jako obdarzony darem nadprzyrodzonych wizji rycerz Abelard Lavel wraz z wiernym, czworonożnym psim Watsonem, Percevalem zwiedzam urocze zaułki Paryża rozwiązując kryminalne zagadki rodem z rasowej cyfrowej przygodówki. Okazjonalne zadania typu: poznaj sekretne hasło, żeby wejść do lokacji, zdobądź przedmiot, żeby enpec z tobą rozmawiał, przywołują miłe wspomnienia ze złotej ery pecetowych przygodówek.

Nowinki mechaniczne w tej części serii nie wprowadzają rewolucji, ale są miłym urozmaiceniem. Pies potrafi wywęszyć związek między postacią a przedmiotem, a karty wizji w każdym scenariuszu stanowią małe podpowiedzi.

Byłbym w 1400 tak rozkochany jak w 2400 gdyby settingiem tej gry był świat fantasy. Oczyma wyobraźni widzę scenerię kryminału noir rodem z cyklu Detektyw Garret Glena Cooka i mógłbym w niej zatonąć na dobre.

Kroniki Zbrodni: 1900, fot. Daniel Brzost

Kroniki Zbrodni: 1900

Paryż w rozkwicie fin de siecle to nie moje klimaty, żeby chociaż jakiś przyzwoity steampunk, to bym uniósł brew w apoplektycznym spaźmie niezdrowej ekscytacji. Rozłożyłem karty, odpaliłem apkę, nawet nie czując potrzeby poluzowanie wykrochmalonego niczym zbroja kołnierzyka. I o mało nie połknąłem monokla z wrażenia.

Kroniki AD 1900 są przepięknie ilustrowane. Ten malarski, nieco impresjonistyczny styl jest obecny nawet w scenach VR. Rewersy kart zdobią gustowne ornamenty. Nie jestem estetą, ale po czymś takim mogę się identyfikować.

Każdą część Serii Milenium wyróżnia jakiś „myk” w rozgrywce. Tym razem są to karty zagadek, wskazówek, puzzli. Sprawdzają się znakomicie. Na jednej karcie mamy zdjęcie z widokiem z okna, który pomoże nam namierzyć na mapie Paryża konkretne mieszkanie, gdzie znajduje się sejf, do którego kombinację cyfr zdradzi kolejna karta, jeśli odrobinę pogłówkujemy. Działa to bez zarzutu i daje dużo frajdy.

Podsumowanie

Seria Kronik Zbrodni to nie są gry dla każdego. Razić może point and klikalność w każdej z odsłon. Co za tym idzie, scenariusze przechodzi się dość schematycznie. Kroniki są do szpiku kości grami optymalizacyjnymi. Dobrze jest dokładnie wiedzieć, czego się szuka. Poznanie najlepszej sekwencji rozmów, wyłuskanie najlepszego zestawu przedmiotów z miejsc zbrodni, żeby nie marnować czasu wymaga kilku podejść. Dla więcej niż dwóch osób nie bardzo jest co robić, poza asystowaniem w burzy mózgów.

Kroniki wynagradzają powyższe mankamenty urodą, elementem VR, ciekawymi sprawami, klimatem adekwatnym do scenerii tytułu. Każda ze swoistych mechanik w poszczególnych grach pozwala na chwilę zapomnieć, że zawsze gramy tak samo.

Taka już po prostu jest uroda kryminałów. Niby w każdym chodzi o to, kto zabił, ale to styl i detale robią robotę.

DANIEL

Kroniki Zbrodni: 1400, fot. Daniel Brzost
Kroniki Zbrodni: 1900, fot. Daniel Brzost
Kroniki Zbrodni: 2400, fot. Daniel Brzost