Z przymrużeniem oka – z pamiętnika Dilera (epizod 1.)

EPIZOD 1. Jak do tego doszło? Nie wiem…

Od lat w wolnych chwilach pomiędzy etatową pracą a rodziną, prowadząc działalność zajmuję się sprzedażą wszystkiego, co może przynieść jakąkolwiek korzyść finansową. Jak nie dilowałem artykułami pierwszej pomocy, to apteczkami, jak nie apteczkami, to ogrzewaczami dla narciarzy… do tego stopnia, że pewnego sezonu wyprzedałem wszystkie ogrzewacze i w górach na stoku jedynie myśl o tym, ile ich miałem, rozgrzewała mnie do czerwoności (ale mało pomagało – musiałem ratować się grzańcem). Jak to w handlu – szukałem wszystkiego co można taniej kupić i drożej sprzedać. A że najłatwiej cokolwiek sprzedać na wszystkim nam znanym portalu sprzedażowym z pomarańczowym logo, to tam się przez ostatnie niemalże 20 lat zadomowiłem.

W ten sposób, szukając taniej, trafiłem na jakąś grę o swojsko brzmiącym tytule „Stawka większa niż życie”. Trafiło się kilka egzemplarzy (oczywiście taniej niż wszędzie), więc nabyłem drogą kupna, nie mając zielonego pojęcia, co to jest. Nie wierzyłem do końca, że ktokolwiek może za grę planszową dać powyżej stówy – nie chcecie wiedzieć, co o takich dziwnych ludziach wtedy myślałem. Jakież było moje zdziwienie, kiedy chwilę po wystawieniu ogłoszenia została jedna sztuka. Momentalnie wstrzymałem jakąkolwiek sprzedaż aby zajrzeć do środka ostatniego wolnego czarnego pudełka, które stało na półce pomiędzy apteczkami a ogrzewaczami do stóp (moja rodzina do dziś przeklina ten dzień – no, może nie cała).

Stawka większa niż życie

To była istna Puszka Pandory, szyderczy uśmiech Hansa z pudełka do dziś widzę przed każdym zakupem gry – szczególnie tej powyżej stówy :D. Po otwarciu pudełka… tyle pytań, brak odpowiedzi… czemu tyle kostek – przecież w chińczyka tylko dwoma się grało. Po kiego komu tyle plansz – jedna przecież wystarczała zawsze, a te jeszcze nie mają pól do poruszania się… No dobra – mają, ale to jakby Trener Jacek Gmoch coś porysował. I to wszystko jeszcze do grania w 2 osoby… pfff. Zamknąłem pudełko i gra poszła w ślady swoich poprzedniczek.

Jednak spokoju mi to nie dawało. W pamięci, jak przez mgłę, miałem Scotland Yard – on był inny niż Chińczyk, Eurobiznes, czy Bankrut. Zacząłem grzebać w sieci – byłem w głębokim szoku. Byłem przerażony tym, co widzę. Czytałem, słuchałem, oglądałem – nie potrzebowałem za wiele czasu, aby zmienić wpis w PKD. W sumie niepotrzebnie, bo miałem tam nawet wpisane szklenie okien i kafelkowanie – co idealnie się wpisuje w sprzedaż Azuli.

Później to już poooooszło… na chwilę obecną półki zasila masa pudełek. Niektóre ogrywane, niektóre zafoliowane, inne tylko po to, aby były w kolekcji. Wiecie, co jest największym błędem, którego nie może popełniać diler? Diler nie może próbować towaru, który sprzedaje… Spróbowałem, nie żałuję 😉

(wszelka zbieżność czegokolwiek prawdopodobnie jest zupełnie przypadkowa)

SPYRO