Z przymrużeniem oka – Wywiad z Gutenbergiem

– Rozmawiamy dziś z mistrzem Johannesem Gutenbergiem, autorem przełomu technologicznego, dzięki któremu ten wywiad nie mógłby dojść do skutku w tak nowoczesnej formie. Mistrzu, czy w planszówkach też czeka nas rewolucja?

– Panie skrybo szanowny, pierwej niż o rewolucyjach myślę o tem, żeby każden mógł zaznać godnego wywczasu przy stole. Od dobrego euro oczekuję, że przy zbieraniu punktów sławy zapewni mi uczciwą rozrywkę i godne wyzwanie, żebym od gry wstał ukontentowany, czy wygram, czy komu pola ustąpię. I takim też Gutenberga znajduję.

– Jak to jest mieć grę o sobie? Dobrze?

– To nie ma tak, że dobrze albo niedobrze. Gdybym miał powiedzieć, co cenię w życiu najbardziej, powiedziałbym, że ludzi. Ludzi, którzy podali mi pomocną grę, kiedy się nudziłem, kiedy byłem sam, i co ciekawe, to właśnie przypadkowe rozgrywki wpływają na nasze życie. Chodzi o to, że kiedy ciągle gra się w pewne planszówki, nawet pozornie uniwersalne, bywa, że nie znajduje się zrozumienia, które by tak rzec, które pomaga nam być lepszym graczem. Ja miałem szczęście, by tak rzec, ponieważ w nie zagrałem, i dziękuję życiu! Dziękuję mu! Życie to kafelki, życie to karty, życie to kostki! Wielu ludzi pyta mnie o to samo: ale jak ty to robisz, skąd czerpiesz tę radość? A ja odpowiadam, że to proste! To umiłowanie grania. To właśnie ono sprawia, że dzisiaj na przykład prowadzę planszową drukarnię, a jutro – kto wie? Dlaczego by nie oddać się innej grze planszowej i będę, ot, choćby… żąć zboże w XVII-wiecznej wsi, aby desperacko odegnać widmo głodu na kolejną turę…

fot. Daniel Brzost

– Ach tak… Właśnie. O czym tu my… O grze! O Gutenbergu. Jak wam się widzi wykonanie planszówki jako ekspertowi?

– Sam bym lepiej tego warsztatu drukarskiego nie urządził. Plansza jest bardzo dobrze zorganizowana, czytelna, wielce graczom pomocna. Zilustrowana gustownie, z niezwykłem smaku wyczuciem i powściągliwością w zdobnictwie. Cieszą me oko ilustracje czcionek, narzędzi, flakonów z farbami. Człek siada przy takiej planszy i z przyjemnością bierze się do uczciwej roboty.
Taki już jestem, że bardzo lubię mieć wszystko poukładane, dlatego polubiłem ten ład i porządek, jaki utrzymują w pudełku te śliczne puzderka na komponenty. Ruchome zębatki takoż trafiły w me gusta jako konstruktora oraz inwentora. A już drewniane czcionki to istne cacuszka. Wielce jestem kontent z wykonania gry. Dobre to rzemiosło.

– Powiedzcie, czy tak z natury mechaniczna przecie gra cechuje się klimatem, którym mogłaby przekonać do siebie niedzielnych graczy?

– Nie sama szata graficzna zdobi dobrą grę. Winna ona bawiąc uczyć i odpowiednio dać rzeczy sprawiedliwość. W Gutenbergu odnajduję najważniejsze cechy mojego fachu znakomicie odwzorowane. W dobieraniu i składaniu zamówień liczy się tekst w ilości i rodzaju czcionek wyrażony oraz farby, zdobienia, a takoż poziom kunsztu konieczny do ukończenia dzieła. Dobry fachowiec winien stale się doskonalić, tak też dzieje się podczas rozgrywki, gdy musowo jest podnosić swoje kwalifikacje we wszystkich aspektach drukarskiego kunsztu. Montowanie zębatek w warsztacie cieszy mnie jak dziecko i szampańsko się bawię kręcąc nimi. Wreszcie obecność mecenatu podczas gry zacnie oddaje ducha epoki. Bądźmy szczerzy, bez sponsorów z żadnego prospektu profitów nie będzie. Polecam zapoznać się z notkami o sławetnych drukarzach, które sporo ciekawostek nawkładają do głów chłonnych wiedzy.

fot. Daniel Brzost

– Przejdźmy do sedna. Jak oceniacie rozgrywkę okiem mistrza w materii, której gra dotyka?

– Najsamprzód rzeknę o fazie planowania, w której gracze snują plany i układają harmonogram pracy w turze. Muszą dobrze przemyśleć, które akcje będą dla nich najważniejsze, jakie mogą być najintratniejszymi, co planują konkurenci, z czego zrezygnować, coby gdzie indziej prześcignąć rywali. Każden drukarz za przesłoną przydziela kostki do wybranej akcji, a kto więcej ich przypisze do danej czynności, ten będzie działał jako pierwszy. I tak człek ściga się nie tylko z przeciwnikami ale i z własnymi myślami. Jak to często w życiu bywa, najlepsze nawet plany biorą w łeb, gdy przychodzi je realizować. Trza być gotowym do improwizacji.
Nachwalić się nie mogę takiego sposobu zorganizowania przebiegu rozgrywki. Każdy widzi jak przebiega tura, jaka jest kolejność akcji. Wykonanie zaplanowanych czynności zwykłą jest formalnością. Dlatego sama gra przebiega bardzo płynnie.

– Czy drukarską robotę zacnie się w grze wykonuje? Trafiliście aby, mistrzu, na jakowe zgrzyty?

– Gdy już przychodzi co do czego, gra aż sama się prosi, żeby zdrowo sobie poużywać srogo kombinując, jak tu najlepiej użyć dostępnych narzędzi, aby w tej rundzie wyjść na swoje. Taktycznego trza tu pomyślunku.
Już składając sobie zamówienie z kart druku i uszlachetnienia warto zdecydować, czy chce się wykonać całość większym wysiłkiem dla sowitej w punktach chwały nagrody, czy odwalić fuchę na szybko, żeby pozyskać kilka guldenów na zakup czcionek przydatnych do zyskowniejszej roboty. Całkowite zrealizowanie zamówienia poza guldenami i punktami sławy przynosi bonus, któren może okazać się bardzo pomocny. Cieszy, że włożony wysiłek i starania procentują.
O karty usprawnień warto zawalczyć, żeby rozwijać swoje specjalizację, albowiem lepszym będąc fachowcem zdobywa się nie tylko cenne jednorazowe bonusy, ale i dostęp do coraz lepszych zleceń. Jak już inwestować, to w samego siebie. Bez tego wygrać nie idzie.
Zębatki z bonusami bardzo zmyślną są rzeczą. Każdą rundę zaczyna obrót kół zębatych, które są zamontowane w pracowni. To one wyznaczają jakie dodatkowe profity będą do wykorzystania w rundzie. Warto je sobie poukładać tak, żeby się nomen omen zazębiały ze sobą i współgrały z naszymi poczynaniami. Wachlarz zagrań dzięki nim jest tak bogaty, że dnia nie starczy, by o wszystkich opowiedzieć. Mogą to być dodatkowe surowce, ekstra punkty, sposobność wymiany czcionek, farb. Z takim akcesorium dobry majster może przezwyciężyć każde przejściowe trudności.
Akcja mecenatu pozwala uzupełnić braki zaopatrzenia w surowiec, podnieść specjalizację, pozyskać dodatkowe zamówienie. Często jest to ostatnia deska ratunku, żeby zamknąć w porę zlecenie. Wraz z postępami w grze można pozyskać kartę mecenatu wartą konkretne punkty sławy, o ile spełnia się określone warunki. Powiem, że opłaca się mieć znajomości na mieście i dobrą cieszyć się renomą.
Sześć tur zdaje się mijać bystro, mimo że w klepsydrze przesypuje się piasku tak na dwie godziny. Najważniejsze, że wszyscy wiedzą, co robią i dobrze się bawią, nieważne – młody czy stary, mistrz czy czeladnik.

fot. Daniel Brzost

– Co powiecie o swoich konkurentach, innych drukarzach w grze będących obecnymi?

– Gra z umiejętnościami postaci jest bardziej urozmaicona, przez to interesująca. Każdy z graczy ma okazję nieco inaczej poprowadzić rozgrywkę, wykorzystując bonus swojego drukarza. Niektóre postaci dają widocznie silniejsze profity. Dwa koła zębate na start lub darmowe podniesienie specjalizacji w rękach sprawnego gracza mogą wypracować mu znaczną przewagę, nie jest to jednak coś, co musi przesądzić o jego wygranej.

– Czy graliście w Gutenberga solo, mistrzu Johannesie?

– Gutenberg grający w Gutenberga sam przeciwko sobie byłby żartem tak bardzo na poziomie meta, że aż ocierałby się o jaką incepcję.
A owszem, grałem z automą solo i wykorzystawszy ją w grze trzyosobowej, w takim mieszanym składzie na dwa i pół. Bardzo zacnie się ona sprawuje. Doprawdy rzetelnie życie uprzykrza pracując według przejrzystych prawideł.

DANIEL

– Cóż tedy powiecie tytułem podsumowania?

– Gdyby Gutenberga nie było, musiałbym go samemu wynaleźć. Znajduję go bardzo satysfakcjonującą grą średniej ciężkości, co trafi w gusta wielu i często będzie gościć na stołach.

fot. Daniel Brzost