Trzy po trzy – Altiplano

Altiplano to gra zaprojektowana przez Reinera Stockhausena, twórcę takich tytułów jak Orlean, Siberia… a także Crazy Kick (znany u nas jako Polska: Gola!). Z okładki uśmiecha się do nas alpaka, a tył pudełka zachęca, by spróbować życia mieszkańców Altiplano, „ludzi twardych i zahartowanych”. Wchodzę w to!

PO 3 ROZEGRANYCH PARTIACH:

Co w pudełku?

Sporych rozmiarów pudełko kryje w sobie masę kartonowych komponentów ozdobionych grafikami Klemensa Franza. Niejeden z czytających uśmiechnie się być może pod nosem na słowo „ozdobionych”, ja jednak należę do fanów tego stylu. Dostajemy m.in. dziesiątki żetonów zasobów, karty domów, łodzi, transakcji i misji, planszetki graczy (oraz dobudówki do nich, które możemy nabyć w trakcie gry), a także elementy, z których możemy w dowolny sposób ułożyć planszę. A do tego kilka drewnianych znaczników. Słowem – dużo dobrego. Warto zawczasu przemyśleć, w jaki sposób będziemy to wszystko przechowywać, bo rozkładania jest sporo, a dodatkowo zestaw potrzebnych komponentów różni się w zależności od liczby graczy.

Klimat…?

Altiplano zabiera nas do Peru, gdzie każdy z graczy będzie miał możliwość posmakowania życia hodowcy alpak, handlarza, rybaka, drwala, czy górnika. Jednakże temat, jakkolwiek egzotyczny i ciekawy, pełni tutaj jedynie rolę tła i nie ma żadnego wpływu na mechanikę. Równie dobrze moglibyśmy tutaj nawigować statkami kosmicznymi, budować podwaliny cyber-korporacji, lub wcielić się w możnowładcę w średniowiecznej Francji, starającego się poszerzyć swoje wpływy w Ratuszu (brzmi znajomo..?).

Jak w to grać?

A jak się w to gra? Cóż, jeśli znacie poprzednie gry tego autora – Orlean czy Siberia – bardzo łatwo odnajdziecie się przy Altiplano. Tutaj również mamy do czynienia z mechaniką bag buildingu: jesteśmy właścicielami puli żetonów przedstawiających różne zasoby. Za ich pomocą, po „zapłaceniu” odpowiednim zestawem, otrzymujemy kolejne dobra. Zarówno nowe żetony, jak i te służące do ich pozyskania, trafiają do skrzynki (discard), a po jakimś czasie wracają do naszego worka i ponownie mogą zostać wykorzystane. Przypomina popularny deck building? I słusznie, bo zasada działania jest bardzo podobna. Różnica jest taka, że małe żetony zasobów pozwalają na użycie ich jako quasi-robotników na planszy; z kartami nie byłoby aż tak wygodnie. Ciekawym urozmaiceniem jest tutaj fakt, że nie możemy dowolnie korzystać z wszystkich akcji, ale jedynie z tych, które dostępne są w lokacjach, do których dotrzemy w swojej rundzie. Dzięki temu dochodzi kolejny poziom planowania, a swoboda podróżowania dosyć szybko staje się bardzo pożądanym ulepszeniem. I tak pomnażamy sobie nasze żetony, ale to nie one zadecydują o naszym zwycięstwie, ale wyprodukowane dzięki nim punkty zwycięstwa – a te zdobywać możemy na wiele różnych sposobów: wypełniając zlecenia, budując chaty i łodzie, zapełniając półki w magazynie… dróg do zwycięstwa jest wiele, a jeśli dodamy do tego fakt, że zaczynamy z unikalną profesją (jedną z siedmiu), układ planszy jest losowy, podobnie jak dobudówki, które pojawiają się w kolejnych rundach, otrzymujemy potencjał na ogromną regrywalność.

PO 6 ROZEGRANYCH PARTIACH:

Dodatkowy wariant

W Altiplano znaleźć można dodatkowy moduł do trybu podstawowego, wprowadzający karty Misji. Jest to okazja do zdobycia dodatkowych punktów za osiągnięcie szczególnych celów – np. zgromadzenie największej liczby dóbr danego typu, umieszczenie określonych towarów na półkach, lub bycie pierwszym w zrealizowaniu zlecenia. Ciekawym pomysłem jest to, że jedną z kart Misji wybieramy dla siebie, a inne – dla rywali (sąsiadujących z nami). Same zadania są ciekawym urozmaiceniem rozgrywki, jednak odniosłem wrażenie, że dosyć mocno ją ukierunkowują (zwłaszcza jeśli są to cele, w których punktujemy wtedy, kiedy uda nam się być szybszym od innych). Osobiście nadal wolę wersję bez tych dodatkowych zadań.

Czas gry

Pudełkowy czas trwania gry to 60-120 minut. Moim zdaniem bardziej adekwatnym tutaj byłoby użycie przelicznika na jednego gracza (ok 40-45 minut na gracza). Rozgrywka dwuosobowa trwała u nas ok. 1,5 godziny, trzyosobowa – trochę ponad 2 godziny. Mimo że wszyscy planujemy swoją rundę równocześnie, to jednak ścigamy się w kilku miejscach (głownie o konkretne karty – domów, łodzi, zamówień), co oznacza, że musimy swoje akcje wykonywać sekwencyjnie. Oznacza to, że długość rozgrywki będzie nam rosła razem z liczbą osób przy planszy. Pewnym ograniczeniem czasu gry jest liczba dostępnych żetonów w przeliczeniu na jednego gracza (np. w rozgrywce dwuosobowej mamy w puli 12 żetonów drewna, a w pięcioosobowej – tylko 20, więc schodzimy z 6 na 4 żetony na gracza) oraz liczba dobudówek (które de facto odmierzają nam czas do końca gry). Jednak z drugiej strony faza planowania kończy się, kiedy skończy najwolniejszy z gracz – co statystycznie wydłuża się przy większej liczbie osób. Warto również w tym miejscu zaznaczyć, że rozkładanie i składanie komponentów gry zajmuje kilkanaście minut, ponieważ w zależności od liczby graczy zmienia nam się liczba żetonów, płytek i kart.

Co z losowością?

W grze z mechaniką deck / bag building element losowości występuje w sposób naturalny, a jego redukowanie jest jednym z czynników sukcesu i tym, co „robi” nam grę. Wspomniany już magazyn służy nam głównie jako narzędzie do czyszczenia puli żetonów (a przy okazji może stać się dość istotnym źródłem punktów), dzięki czemu możemy zapanować nieco nad tym, jakie dobra dochodzą nam w kolejnych rundach. Dodatkowo, możemy – podobnie jak w Orleanie – planować akcje do wykonania w kolejnych rundach, odkładając potrzebne dobra na planszę, co również zmniejsza nam ryzyko mniej szczęśliwego dociągu. Jednak mimo tych mechanizmów „zagęszczania” prawdopodobieństwa, w dalszym ciągu losowaniu z woreczka towarzyszy często dreszczyk niepokoju, co osobiście w Altiplano bardzo lubię.

PO 9 ROZEGRANYCH PARTIACH

Dodatek – Podróżnik

Obecnie do gry dostępny jest jeden dodatek – Podróżnik. Po zagraniu z nim muszę stwierdzić, że zapowiada się bardzo interesująco. Dochodzą nam tutaj karty zdarzeń, przypominające rozwiązanie znane z Orleanu – na początku każdej rundy czeka na nas pewna niespodzianka (np. dodatkowy żeton, tańszy surowiec… albo też ograniczenie w możliwości jazdy wozem). Pojawia się też tytułowy podróżnik, u którego możemy pohandlować lub nauczyć się unikatowych umiejętności (patenty). I jak przy wariancie „Misje” towarzyszyło mi poczucie, że moja pula akcji zawęża się, tutaj moje wrażenia były przeciwne – dodatek pozwala zredukować negatywne skutki złego dociągu żetonów, szybciej rozpędzić swój „silniczek” i czerpać z gry jeszcze więcej przyjemności.

Znaczenie doświadczenia

Altiplano nie premiuje nadmiernie doświadczenia zdobytego w poprzednich rozgrywkach. Może za wyjątkiem 2-3 pierwszych podejść, po których wiadomo mniej-więcej, co się sprawdzi, a co zabiera tylko czas. Miałem okazję poznawać grę głównie w stałym gronie trzech osób i o ile w pierwszych rozgrywkach gracz, który jako pierwszy zrozumiał, jak zbudować silniczek punktowy, bardzo mocno odjechał pozostałym, o tyle już kolejne partie kończyły się bardzo bliskimi wynikami, mimo obierania przez nas znacząco różnych strategii.

Kilka słów o regrywalności

W moim odczuciu Altiplano ma bardzo duży potencjał regrywalności. Oczywiście, można „zakotwiczyć” w jednej, jedynie słusznej strategii i forsować ją w każdym podejściu. Jednak w moim przypadku kolejne partie były bardzo satysfakcjonującym poszukiwaniem ciekawych synergii między startowymi umiejętnościami postaci (7 różnych profesji), dostępnymi dobudówkami (pojawiającymi się w losowej kolejności), a także – co z czasem okazało się być nie bez znaczenia – takim a nie innym sąsiedztwem obszarów (przy każdej rozgrywce ustawianych w sposób losowy). A wraz z dodatkiem tych zmiennych pojawiło się jeszcze więcej. Za każdym razem gra stawiała nieco inne wyzwania i nie pamiętam momentu, w którym grałbym „na pamięć”, bez namysłu nad tym, jakie będą konsekwencje takich, a nie innych decyzji. 

PODSUMOWANIE

Altiplano nie przestaje mnie ciekawić i na pewno będzie trafiać w dalszym ciągu na nasz stół. Utwierdzam się w przekonaniu, że bag building jest jedną z moich ulubionych mechanik (Orlean znajduje się w moim obecnym TOP3), choć tutaj właściwie – w związku z odkładaniem żetonów do skrzynki – mamy do czynienia z hybrydą bag i deck buildingu. Gra się dynamicznie, przez cały czas mamy do podjęcia szereg decyzji, a moment na końcowe podliczenie punktów zawsze przychodzi wcześniej, niż byśmy chcieli…

Dodaj komentarz