Planszówkowe ABC – CCG, LCG…

Lubicie oglądać seriale? Kto nie lubi… Godzinami, dziesiątkami godzin możemy towarzyszyć ulubionym bohaterom, śledzić ich losy, spędzać z nimi sporo, naprawdę sporo czasu… A wiecie, że w świecie planszówkowym istnieje odpowiednik seriali? Są to gry kolekcjonerskie – w dzisiejszym artykule postaram się przybliżyć Wam nieco różne ich odmiany.

CCG / TCG

Zacznijmy od CCG, czyli Collectible Card Games (choć skrót ten bywa czasami tłumaczony jako Customizable Card Games) i ich najbardziej znanego przedstawiciela, czyli Magic: The Gathering. Alternatywną nazwą dla CCG są TCG, czyli Trading Card Games. Kolekcjonerskie karcianki to taki rodzaj gier, w których możemy rozwijać i wzmacniać swoją talię poprzez zakup coraz mocniejszych kart. Po co jednak je zdobywać? Do podstawowej rozgrywki nie są one niezbędne, jednak dla gier CCG najbardziej naturalnym przeznaczeniem są turnieje – a odpowiednio skomponowana talia znacząco zwiększa szansę pokonania rywali.

Standardowym sposobem rozwijania swojej talii jest zakup boosterów, zawierających losowy pakiet kart o różnej wartości – jest w tym element hazardu, liczenia na łut szczęścia i emocje związane z rozpakowywaniem świeżo kupionej paczuszki.

Drugim sposobem jest poszukiwanie pojedynczych, konkretnych kart w drugim obiegu: na drodze wymiany lub kupna. Co logiczne, im mocniejsza karta, w tym mniejszej liczbie egzemplarzy występuje, co nie tylko zwiększa jej przydatność w talii, ale i cenę rynkową. Taka na przykład karta Black Lotus z Magic the Gathering osiągnęła podczas jednej z aukcji zawrotną cenę 166 tysięcy dolarów… 

Najpopularniejsze obecnie CCG / TCG to (obok wspomnianego już Magic: The Gathering): Pokémon TCG, Yu-Gi-Oh!, World of Warcraft TCG, czy Netrunner.

LCG / ECG

Jak widać, CCG to zabawa i inwestycja zarazem – sformułowanie „papiery wartościowe” nabiera tu zupełnie nowego znaczenia. Z LCG sprawa ma się trochę inaczej… ale tylko trochę. Living Card Games to kolejny pomysł na dystrybucję gier karcianych, zaprezentowany w 2008 r. przez Fantasy Flight Games. Tym razem zamiast boosterów-niespodzianek mamy z góry określone zestawy nowych kart, pojawiające się w sprzedaży w dość krótkich odstępach czasu (ok. miesiąca), dzięki czemu nie trzeba już polować na rzadkie karty, a jedynie skupić się na odpowiednim komponowaniu swoich talii spośród ogólnie dostępnych pakietów. Obniża to znacząco próg wejścia dla nowych osób, ułatwia znalezienie współgraczy oraz ułatwia organizację turniejów i wydarzeń specjalnych.

Dzięki wydawnictwu Galakta kilka LCG zostało wydanych po polsku, dzięki czemu możemy lub mogliśmy cieszyć się takimi tytułami jak: Gra o Tron, Władca Pierścieni, Legenda Pięciu Kręgów, czy Horror w Arkham.

Co ciekawe, w odróżnieniu od CCG (które są typowo konfrontacyjnymi tytułami), w przypadku LCG równie dobrze sprawdzają się jako gry rywalizacyjne (Star Wars, Warhammer: Inwazja), jak i kooperacyjne (Władca Pierścieni, Marvel Champions). Co więcej, w grach kooperacyjnych bardzo mocno zaznaczony jest element narracyjny – kolejne dodatki opowiadają przygody przeżywane przez bohaterów i nie pozostają bez wpływu na nich samych. Bodaj najlepiej zrealizowane jest to w Horrorze w Arkham, gdzie postacie badaczy zdobywają po rozegraniu scenariusza punkty doświadczenia, dzięki czemu stają się coraz mocniejsze.

Warto jeszcze zaznaczyć, że nazwa LCG jest znakiem towarowym należącym do Fantasy Flight Games. Pozostałe wydawnictwa korzystają więc z nazwy ECG, czyli Expandable Card Games.

CDG, CMG…

Karcianki to nie jedyni przedstawiciele gier kolekcjonerskich. Osobną kategorię stanowią chociażby CMG, czyli Collectible Miniatures Games – najczęściej kojarzone z figurkowymi bitewniakami: Warhammer 40.000, Dust, Star Wars: X-Wing, Star Wars: Legion, czy Marvel Crisis Protocol. Chociaż taki na przykład Blood Bowl trochę poszerza tę kategorię i pokazuje, że w tym systemie dystrybucji można zrobić również grę… ekhem… sportową? ;).

Mamy również odnogę „kościaną” tego nurtu – CDG, czyli Collectible Dice Games, przy czym kategoria ta zdominowana jest właściwie przez 2 tytuły: Star Wars: Przeznaczenie oraz Dice Masters. 

Jeśli natomiast poszerzylibyśmy nieco spojrzenie na gry, które może nie wpasowują się idealnie w definicję gier kolekcjonerskich, ale właściwie mogłyby za takie uchodzić, to należałoby wspomnieć o takich tytułach jak: Descent, Zombicide, Neuroshima Hex!, Aristeia!, Władca Pierścieni: Podróże przez Śródziemie, czy Hero / Star Realms – czyli gry, w których kolejne rozszerzenia przynoszą nam możliwość kierowania dodatkowymi postaciami (lub frakcjami) albo zmierzenia się z coraz to nowymi przeciwnikami.

Nie zapominajmy również o grach typu Unique Games, które zadebiutowały – również za sprawą Fantasy Flight Games – w ostatnich latach. „Unikalność” tych gier polega na tym, że na rynku nie istnieją dwa identyczne egzemplarze tej samej gry – każda paczka zawiera niepowtarzalny zestaw komponentów, a jednocześnie każda paczka jest grą kompletną, w pełni grywalną. W 2018 roku zadebiutowały dwa takie tytuły: KeyForge: Zew Archontów oraz Discover: Nieznane Lądy.

Podsumowanie

Jak widać, wydawcy nie ustają w poszukiwaniach ciekawych, nietuzinkowych sposobów dystrybucji swoich tytułów. Cechą wspólną tych opisywanych dzisiaj jest odwoływanie się do słabości wielu kolekcjonerów – czyli chęci posiadania kompletu dostępnych elementów zestawu. I o ile w grach CCG (a tym bardziej – Unique Games) graniczy to z niemożliwością, o tyle w pozostałych przypadkach jest to jak najbardziej w zasięgu portfeli graczy… o ile portfele te są dostatecznie grube. 

Na koniec pozostaje mi więc zaapelować, by w przypadku tych gier szczególnie uważnie przyglądać się swoim motywacjom i mądrze kierować swoimi kolejnymi zakupami, tak aby zabawa, którą z całą pewnością te gry nam dostarczą, nie skończyła się katastrofą dla naszego domowego budżetu. Parafrazując więc Baniaka – „grajcie w gry kolekcjonerskie… ale grajcie z głową” ;).

Ciekawe linki:

Dodaj komentarz