Planszówkowe ABC – aukcje

Osobiście nie przepadam za licytacją w grach. Denerwuje mnie, że przepłacam, a ktoś inny dostaje dobre elementy niemalże za darmo (to oczywiście moje subiektywne odczucie). Muszę jednak przyznać, że dzięki temu rozgrywki nie robią się powtarzalne i na pewno jest dodatkowa dawka emocji. Dochodzi też element psychologiczny – staramy się wyczuć, jak daleko są w stanie się posunąć pozostali gracze i czasami próbujemy podnieść im cenę ryzykując, że spasują i sami będziemy musieli kupić licytowany obiekt. Trzeba tutaj powiedzieć, że jest to mechanika bardzo niejednorodna – często mamy do czynienia z wariacjami na jej temat, a czasem wręcz przybiera formy, co do których nie da się jednoznacznie określić, czy to jeszcze licytacja, czy już nie.

Modern Art, fot. Adam Badura

PLANSZOWE SOTHEBY’S

Pod pojęciem licytacji najczęściej intuicyjnie rozumiemy formę nawiązującą do aukcji angielskiej, w której uczestnicy zgłaszają coraz wyższą ofertę do momentu aż wszyscy gracze poza jednym spasują. Największe podobieństwo z aukcjami znanymi chociażby z filmów znajdziemy na przykład w Modern Art (ze względu na różnorodność technik aukcyjnych ta gra jeszcze parę razy będzie tutaj wspomniana).

Wysokie Napięcie, fot. Marysia Podżorska

Ze względów praktycznych w planszówkach najczęściej licytują gracze po kolei i począwszy od gracza rozpoczynającego każdy może zadeklarować kwotę wyższą od poprzednika albo spasować. Tak jest na przykład w Wysokim napięciu, Książętach Florencji czy Biblios. Ze względu na to, że taka forma licytacji jest popularna, można znaleźć wiele niuansów co do szczegółów jej przeprowadzenia. Cena wywoławcza może być ustalona z góry albo określona przez gracza inicjującego licytację. Zazwyczaj osoba, która spasowała, nie bierze udziału w dalszej licytacji, ale zdarzają się też wyjątki (na przykład w Age of Steam gracz, który w poprzedniej rundzie wybrał akcję „free pass” może na początku spasować, a potem wrócić do gry).

Age of Steam, fot. Marysia Podżorska

Często możemy licytować „bezkarnie”, ponieważ kwotę wpłaca jedynie zwycięzca. Jeżeli jednak obiektem licytacji jest równocześnie więcej przedmiotów lub akcji do wykonania i walczymy o to, w jakiej kolejności będziemy je wybierać, może się zdarzyć, że i tak będziemy musieli wpłacić całość lub część zadeklarowanej kwoty (tak jest na przykład w Na sprzedaż albo wspomnianym powyżej Age of Steam).

Vegas Showdown, fot. Aga Anna Sydonia

LICYTACJA NA PLANSZY

Ciekawym rozwiązaniem jest zastosowanie licytacji, w której zamiast podawania wartości, ustawia się znaczniki na wyznaczonych polach na planszy. Jeżeli gracz wybiera tor, na którym znajduje się już znacznik innego gracza, musi ustawić go na polu o wyższej wartości. Przelicytowany gracz natychmiast zabiera swój znacznik i ustawia na innym torze lub (jeżeli reguły na to pozwalają) na tym samym w taki sposób, żeby znowu być na pierwszym miejscu.  Taką formę znajdziemy na przykład w Montanie, Cykladach lub Vegas Showdown.

Cyklady, fot. Bartosz Teichert

DRUGIEJ SZANSY NIE BĘDZIE

Znacznie rozważniej musimy podawać kwotę w licytacji, jeżeli wiemy, że mamy tylko jedną szansę. Tak jest na przykład w Goa, Ra albo Modern Art. Gracze po kolei deklarują kwotę wyższą od podanej przez poprzednika lub pasują. Taka forma znacznie skraca całą procedurę i tym samym całą grę (co ma szczególne znaczenie tam, gdzie licytujemy wielokrotnie), jednak mocno faworyzuje gracza, który ma ostatnie słowo, więc musi być odpowiednio wyważona. W Goa najpierw każdy z graczy wyznacza obiekt do licytacji w danej rundzie, kładąc na nim znacznik w swoim kolorze. Licytacja zawsze zaczyna się od gracza siedzącego po lewej stronie od tego, który wyznaczył dany kafelek, tak więc za każdym razem kończy się na innym graczu.

Goa, fot. Aga Anna Sydonia

NIE TRZEBA PRZEBIJAĆ

W opisywanych powyżej przykładach mamy do wyboru przebić aktualną ofertę albo spasować. Czasem jednak musimy coś licytować niezależnie od tego, czy chcemy lub możemy wygrać – ma to miejsce w niektórych grach z licytacją polegającą na zagrywaniu kart o określonej wartości, które równocześnie pełnią określoną funkcję. W Grze ze śliwką na okładce i liczbą Pi w tle karty są jednocześnie walutą, jak i obiektem licytacji. Według wartości wyłożonych kart (ewentualnie zmodyfikowanej przez jedną lub kilka kart Pi) ustala się kolejność, w jakiej gracze mogą wybrać kartę do siebie. Podobne rozwiązanie zastosowano w Wyspie Kwitnącej Wiśni.

W El Grande z kolei wartość karty określa kolejność graczy, natomiast widniejąca na niej liczba caballeros (większa na kartach o niższej wartości) określa, ile swoich znaczników gracz może pobrać z zasobów ogólnych. Zdecydowanie pomaga umiejętność zapamiętania, jakie karty zeszły już u współgraczy, co pozwoli przewidzieć ich siłę w kolejnych licytacjach.

El Grande, fot. Marysia Podżorska

PO HOLENDERSKU

Słyszeliście o holenderskich giełdach kwiatowych? Wbrew pozorom to nie jest zmiana tematu – wykorzystywany jest tam ciekawy system aukcji, który możemy znaleźć w niektórych grach. W aukcji holenderskiej licytowaną kwotę wyznacza zegar, na którym początkowa cena jest wysoka i sukcesywnie spada. Pierwsza osoba, która zdecyduje się na zakup, wygrywa aukcję. W czystej postaci trudno odzwierciedlić ten system w grach, ponieważ wymaga zastosowania specjalnego zegara (ale coś takiego można znaleźć w Merchants of Amsterdam), często jednak jest stosowany w nieco zmodyfikowanej formie, polegającej na stopniowym obniżaniu kosztu. Można taką mechanikę znaleźć na przykład w Cywilizacji: Poprzez wieki, gdzie pojawiające się karty najpierw kosztują dużo punktów, jeżeli jednak chce się czekać, to jest duże ryzyko, że ktoś inny sprzątnie taką kartę sprzed nosa.

Cywilizacja: Poprzez Wieki, fot. Marysia Podżorska

Inną wariacją na temat aukcji holenderskiej jest system zakupu kart zastosowany przez Stefana Felda w The Speicherstadt. Gracze kolejno deklarują, którą kartę chcą kupić poprzez ustawianie swoich pracowników w „kolejce” nad nią. W momencie, gdy wszyscy gracze już rozmieścili swoje pionki, gracz, którego pionek był ustawiony jako pierwszy w kolejce do danej karty, może ją kupić za kwotę równą liczbie pionków ustawionych nad tą kartą. Jeżeli nie chce lub nie może zapłacić takiej kwoty, zabiera swój pionek i możliwość zakupu (wtedy już za kwotę niższą o jeden) przechodzi na kolejnego gracza w kolejce i tak dalej aż do momentu zakupu karty.

Na Sprzedaż, fot. Grzesiek Gocel

W TAJEMNICY

Niektóre gry zawierają licytację niejawną, w której gracze najpierw w tajemnicy wyznaczają kwotę, jaką chcą przeznaczyć, a następnie równocześnie ujawniają swoje oferty. W praktyce licytacja ta przyjmuje różne formy – może to być metoda „zaciśniętej pięści”, ustawiania kwoty za zasłonką albo zagrywaniu kart/żetonów rewersem do góry. Następnie gracze równocześnie odsłaniają zadeklarowaną kwotę. Oczywiście może się zdarzyć, że kilka osób oferuje tyle samo – wtedy jest to różnie rozwiązywane: może na przykład liczyć się kolejność od gracza rozpoczynającego (Modern Art) albo identyczne oferty wzajemnie się znoszą i wygrywa kolejna osoba (Fiji). Czasem taka sytuacja jest z góry wykluczona poprzez licytowanie za pomocą kart, których wartości są niepowtarzalne (Na sprzedaż).

Fiji, fot. Marysia Podżorska

WYCENA

Inną formą – właściwie już tak z pogranicza licytacji – jest system stosowany w Wyspie Skye. Polega on na ustalaniu w tajemnicy przed innymi graczami ceny za poszczególne kafelki. Następnie gracze mają możliwość kupna za tę cenę, a jeżeli nikt nie kupi danego elementu, zostaje on u gracza, a wyznaczona cena jest przez niego wpłacana do banku. Podobny system znajdziemy również – a jakże – w Modern Art (jeżeli ktoś lubi licytację, a jeszcze w to nie grał, koniecznie powinien przyjrzeć się tej grze).

Wyspa Skye, fot. Marysia Podżorska

ZAMKNIĘTY OBIEG PIENIĘDZY

Zazwyczaj wydane pieniądze przekazujemy do banku lub do gracza, który wystawiał dany przedmiot na licytację, chyba że on sam nabywa oferowany przedmiot. Pieniądze na kolejne licytacje albo zdobywa się w którymś momencie rundy albo wskutek wykonanej akcji. W ten sposób suma pieniędzy (lub ich substytutów) u graczy różni się w różnych rozgrywkach. W niektórych grach jest jednak zamknięty obieg środków płatniczych. W Dream Factory kwota wygrywająca zostaje rozdzielona pomiędzy graczy, którzy przegrali (i jest to jedyna forma pozyskania pieniędzy), w Ra wygrywający kafelek dołącza do puli nagród kolejnej licytacji. W grze karcianej Prezencik – odwrotnie niż zazwyczaj – podbijamy stawkę, żeby uniknąć wzięcia karty, która daje nam ujemne punkty. Ten, kto ostatecznie nie może (lub już nie chce) dorzucać żetonów, zabiera kartę razem ze wszystkimi żetonami dorzuconymi wcześniej.

Princess of Ra, fot. Marysia Podżorska

AUKCJA ZRĘCZNOŚCIOWA

Wbrew pozorom to nie jest pomyłka – nawet taką formę licytacji wymyślono. Jej sztandarowym przykładem jest niewydana w Polsce gra Going, going, GONE!, w której gracze równocześnie wrzucają do kubeczków znaczniki w swoim kolorze, podczas gdy jeden z graczy odlicza  od 10 do 1. Po skończeniu odliczania sprawdza się każdy kubeczek oddzielnie i ten, kogo znaczników jest tam najwięcej, otrzymuje przypisaną do tego kubeczka kartę.

***

Stockpile, fot. Aga Anna Sydonia

Temat jest bardzo szeroki i ten artykuł zdecydowanie go nie wyczerpuje. Mimo mojej niechęci do tej mechaniki muszę przyznać, że wiele z moich ulubionych gier zawiera element licytacji, który w obliczu ich ogólnego dopracowania jestem w stanie zaakceptować. A jakie jest Wasze podejście? Lubicie? Nie znosicie? Piszcie, jakie formy licytacji najbardziej Wam odpowiadają. Mile widziane wskazanie jeszcze innych przykładów wariacji na temat tej mechaniki.

Milionerzy i Bankruci, fot. Grzesiek Gocel

Dodaj komentarz