Kilka Fajnych Gier – wymarzone podróże

Nastały wakacje, czas odpoczynku, leniuchowania, podróżowania, poznawania nowych miejsc. Oczywiście, młodzież szkolna ma więcej swobody, ale i dorośli zazwyczaj planują na ten czas swój urlop. Dużo wcześniej rozglądamy się za miejscami, w których chcielibyśmy odpocząć, zrelaksować się lub zwiedzić. A pewnie każdy z nas ma też takie miasto czy państwo do odwiedzenia, które jest jego marzeniem.

Dawno, dawno temu dowiedziałam się o istnieniu pewnego miejsca na Pacyfiku, które przyciągnęło moją uwagę nie tylko wdzięcznie brzmiącą nazwą, ale i tym, że to jedyne państwo na świecie leżące na wszystkich czterech półkulach, że podnoszący się poziom wód może spowodować, że do 2050 roku zniknie z mapy, a na jednej z wysp znajduje się osada o nazwie Poland. Chodzi tu o Kiribati. I kiedy myślę o miejscu na świecie, które bardzo bym chciała odwiedzić, choć mało prawdopodobne, że się to uda, to jest to wyspa Kiritimati.

Niestety nikt jeszcze nie wymyślił planszówki osadzonej w tym miejscu, więc jeśli chcę się wybrać w tamte strony na planszy, pozostaje mi szukać na innych wyspach. Jeżeli jednak w gronie przyjaciół pojawia się fanka Stefana Felda, wybór staje się prosty – wybierzmy się na Bora Bora. Tropikalna plaża zaprasza ;).

W grze w ciągu sześciu rund staramy się zdobyć jak największą liczbę punktów poprzez umiejętny wybór akcji. Na początku rundy każdy rzuca trzema kośćmi, które stanowią jego „robotników”. Następnie gracze po kolei wybierają akcje, stawiając po jednej kości na wybranym polu. Im wyższy wynik na kości, tym większe możliwości. Jeżeli jednak ktoś już postawił kość na upragnionym przez nas polu, daną akcję możemy wykonać tylko kością o niższej wartości, więc zbyt dobre wyniki rzutu mogą nas trochę przyblokować. Jeżeli dysponujemy kartą odpowiedniego bóstwa i mamy do tego żeton ofiary, możemy czasem obejść podstawowe reguły albo zyskać dodatkowe korzyści.

Już po pierwszej partii gra tak nam się spodobała, że zaczęliśmy rozglądać się za nią na rynku wtórnym. Ma wszystko to, czego szukamy – przyjemną dawkę kminienia, różnorodne sposoby zdobywania punktów, nieco przykrótką kołderkę i sposoby na okiełznanie losowości.

W moim przypadku wymarzonym celem podróży jest Japonia, nazywana Krajem Kwitnącej Wiśni. Planuję wyjazd, ale obecna sytuacja może pokrzyżować moje plany. Póki co zostaje mi marzenie o eskapadzie i granie w grę Wyspa Kwitnącej Wiśni 🙂

Gra wydana przez Lucrum Games, w 2016 roku zdobyła tytuł Golden Geek w kategorii Najlepszej gry karcianej. Jest to gra z ciekawą licytacją i tworzeniem zabudowy Honsiu. Wcielamy się w rolę architekta, który z kart tworzy plany miast, jezior, lasów i fabryk.

Gracze otrzymują kartę początkową i kładą na niej zasoby, na każdej z sześciu części. Otrzymują również losowo przydzieloną kartę kolejności. Gra trwa 12 rund, a każda ma dwie fazy: zagrywania kart architektów i projektowania. Najpierw wszyscy według kolejności zagrywają karty architektów. Każda karta ma numer i jest on w tej fazie istotny. Można tę wartość podwyższyć o 60, dokładając kostkę produkcyjną. Te wartości kart pozwalają ustalić kolejność graczy. Teraz każdy gracz według nowej kolejności wybiera jedną z wyłożonych kart architektów. Następnie zaczyna się faza projektowania czyli wszyscy gracze dokładają pozyskaną kartę do swojego planu zabudowy.

Każda karta podzielona jest na 6 części. Wymagane jest, żeby dokładana karta co najmniej jedną z części przykrywała już wyłożone, albo się pod nimi chowała. Ale co najmniej jedna z części nowo dokładanej karty musi być widoczna. Wyjątek stanowią jeziora, które muszą być widoczne zawsze.
Fajny w grze jest myk po 3. i 9. rundzie, bo wtedy przekazujemy karty z ręki grającemu raz po lewej stronie, a potem po prawej. Po 6. rundzie otrzymujemy nowe karty architektów. Po 12. rundzie następuje punktowanie końcowe: za każdy fragment lasu, za największe miasto, za każdą fabrykę, której można przydzielić zasób produkcyjny, za jeziora, ale punktujemy dopiero od drugiej części jeziora w obszarze. Są też karty specjalnego punktowania, które teraz rozpatrujemy.

Gra jest fajna, dość szybka i to nie jest tylko układanie kart – tu trzeba trochę pomyśleć, zastanowić się jak poplanować dokładanie kart, aby końcowo zdobyć jak najwięcej punktów. Gra jest prosta, ale dzięki swoim mechanizmom daje dobrą rozrywkę. Można ją polecić na rodzinne granie, do zabrania na wycieczkę czy wakacyjny wyjazd. Będziecie jednak potrzebować płaskiej, twardej powierzchni, bo karty będą zajmować coraz więcej miejsca, zwłaszcza gdy będziecie zakrywać minimalną wymaganą liczbę pól. No i nie może się to suwać, bo ułożenie kart istotne jest przy liczeniu punktów. Gra dobrze też chodzi na dwie osoby, a w sieci możecie znaleźć nawet wariant dla jednego gracza. Jeśli nie graliście w Wyspę Kwitnącej Wiśni, to koniecznie wypróbujcie.

Korciło mnie mocno, aby opisać grę Plażing: Parawany w dłoń. Wszak wakacje kojarzą się bardzo z plażą, muszelkami, bursztynkami… Jednak skoro mówimy tutaj o grach w kontekście wakacyjnych marzeń, a ja raczej nie należę do grupy kładącej się plackiem na plaży wczasowiczów, tylko tych lubiących pozwiedzać, pospacerować – pragnę zabrać Was w swoją wymarzoną podróż do Barcelony, aby obejrzeć przepiękne witraże we wciąż budowanej od 1882 Temple Expiatori de la Sagrada Família.

Świątynia ta stała się inspiracją do stworzenia abstrakcyjnej gry kościanej Sagrada, w której wcielamy się w mistrzów witrażownictwa, aby stworzyć najwspanialsze dzieło, co przyniesie nam chwałę i bogactwo. Do tworzenia witraży używamy transparentnych kostek, które dobieramy ze wspólnej puli. Liczy się zarówno ich kolor jak i wartość symbolizująca odcień danej barwy.

Gra jest wyśmienicie wykonana, przystępna do wytłumaczenia i z chęcią się do niej wraca. Mnogość układów na kartach, które każdy na początku rozgrywki losuje – daje bardzo dużą regrywalność. Jest jeden szkopuł, który ujawnia się w rozgrywce 2-osobowej, gdzie z puli 90 kostek w czasie rozgrywki prawie połowa nie pojawia się w grze. Oznacza to znaczny wpływ losowości na rozgrywkę (np. kolor, na którym bardzo nam zależy prawie w ogóle może się nie pojawić…) Na szczęście jest serwis BGG – znajdziemy tam home rule, która pozwala okiełznać tę losowość, poprzez odpowiednie zmniejszenie puli kostek w worku w zależności od liczby graczy (przy rozgrywce 2 i 3-osobowej).

Grę oczywiście polecam, a przy okazji zachęcam do poznania historii Antonio Gaudiego i budowy barcelońskiej bazyliki, która stała się nieskończonym dziełem jego życia.

* * *

Z naszej strony to już wszystko na dzisiaj. Tych z Was, którzy chcieliby tę „podróż” kontynuować, zapraszamy na naszą grupę na Facebooku – Na dzień doGRY, na doGRAnoc…, gdzie poszukamy kolejnych tytułów podróżniczych.

Dodaj komentarz