Kilka Fajnych Gier – kooperacje

Nie każdy lubi w planszówkach negatywną interakcję, nie każdy lubi współzawodnictwo. Dla tych osób idealnym rozwiązaniem są właśnie gry kooperacyjne, w których mierzyć się nam przyjdzie nie ze sobą nawzajem, ale z kłodami, które rzucać nam będzie pod nogi algorytm przygotowany przez twórcę gry. I albo wygramy razem, albo razem polegniemy. 

Kiedyś gry kooperacyjne nie leżały za bardzo w centrum naszego zainteresowania. Podejście to jednak drastycznie się zmieniło, kiedy moja córka zaczęła wyrażać swoje preferencje co do rodzaju gier. Wychowana z bratem, który do gier podchodzi bardzo rywalizacyjnie, sama najchętniej sięga po coś, gdzie negatywna interakcja jest minimalna. Z czasem odkryliśmy jeszcze coś, co pomogło nam przekonać się do kooperacji – coraz częściej znajdujemy tytuły, w których zasady są tak przemyślane, że jeden gracz nie może sterować grą za innych albo przynajmniej jest to utrudnione – najczęściej poprzez trzymanie części informacji niejawnych. Jedną z takich gier, którą poznałam niedawno, jest Dżem dobry. Zainteresowała mnie od razu, ponieważ bardzo lubię gry słowne. Zadanie polega na odgadnięciu przez każdego gracza pięciu liter, które po kolei wystawia się na stojaku przed sobą tak, żeby wszyscy pozostali mogli zobaczyć, jaka to litera. Aby naprowadzić innych na trop, gracze układają wyrazy z wykorzystaniem widocznych liter, oznaczając kolejne litery w słowie żetonami z cyferkami. Każdy ma przed sobą kartkę na notatki, co ułatwia analizę wyrazów. Za każde ułożone słowo trzeba z karty na środku zabrać jeden znacznik. Grę wygrywamy, jeśli wszystkim uda się odgadnąć litery i bez podglądania ułożyć z nich słowa zanim skończą się wszystkie znaczniki. Dżem dobry nie jest propozycją dla wszystkich – zasady dość trudno się tłumaczy i kluczem do sukcesu jest kreatywność w układaniu słów, które będzie łatwo jednoznacznie odgadnąć. Jeżeli jednak ktoś lubi słowotwórstwo to zdecydowanie powinien spróbować. Ja bardzo dobrze się przy tej grze bawiłam i chętnie do niej wrócę.

Jest noc, zaległa cisza i ciemność. W głośnym i ruchliwym za dnia centrum handlowym teraz panuje spokój. Ale czy na pewno? Dziś właśnie drużyna dzielnych wojowników wróciła z wyprawy. Ale nie udało się, a cały sprzęt, drogi sprzęt został zniszczony. A że bohaterowie nie byli za bardzo bogaci (ani uczciwi), postanowili pójść tej nocy do sklepu na „zakupy”. W grze Magic Maze kierujemy grupą amatorów cudzej własności składającą się z Barbarzyńcy, Maga, Elfa oraz Krasnoluda. Jest to oczywiście gra kooperacyjna. Poruszamy figurkami po rozległym labiryncie złożonym ze sklepów, fastfoodów, banków i innych miejsc do obrabowania. Ale naszych wojów interesuje tylko jedna rzecz: ekwipunek na następną wyprawę. Cel jest prosty, trzeba zebrać miecz, łuk, miksturę i topór, a następnie czmychnąć. Chociaż teoretycznie czas na akcję to 2 minuty (które wyznacza klepsydra), to można czasem przewrócić klepsydrę, jeśli wejdzie się na odpowiednie pole. Ale można to zrobić maksymalnie 4 razy! W dodatku nie można się porozumiewać – trzeba się domyślić, czego chce od nas inną osobą. Bo nie jest tak, że ktoś kieruje Magiem, ktoś Krasnoludem, itp. Każdy z graczy może wykonać tylko kilka rodzajów akcji, ale za to dowolną figurką. Akcję to na przykład ruch, teleportacja lub jeżdżenie ruchomymi schodami. Magic Maze to świetna gra, posiada mnóstwo scenariuszy, a każdy z nich to kolejne wyzwanie. 

Nie jest łatwo znaleźć strategiczną grę kooperacyjną bez syndromu gracza alfa. Moje doświadczenia z Pandemią, Ognistym Podmuchem i Zakazaną Wyspą pokazały mi, że albo należy traktować je jako gry solo, albo grać w mocnym, ogranym składzie. W przeciwnym wypadku ktoś będzie bawił się gorzej – albo nowicjusz, prowadzony za rękę, albo gracz doświadczony, widząc, jak rozwój wypadków zmierza ku porażce. Na szczęście znalazłem dodatek Inwazja do Orleanu, który wprowadza tryb kooperacji do tego świetnego tytułu. I okazało się, że opisane przez mnie problemy zostały tu rozwiązane – po pierwsze faza planowania dzieje się równocześnie, a po drugie – każdy gracz ma naprawdę sporo roboty ze swoją planszetką. Próba ogarnięcia całości (np. w rozgrywce trzyosobowej) przez jednego gracza byłaby nie dość, że karkołomna, to jeszcze wydłużałaby trzykrotnie rozgrywkę i tak naprawdę zabiłaby ją. Trzeba więc polegać na współgraczach i ich rozsądku. A jednocześnie jest sporo miejsca na wspólne planowanie i dzielenie się zadaniami między turami i (czasami) w ich trakcie. Dlatego też serdecznie polecam wypróbować Orlean z Inwazją, aby doświadczyć gry kooperacyjnej w świetnym wydaniu, a przy okazji ocalić biedny lud francuski przed krwiożerczym najeźdźcą… 

* * *

Jak mogliście zobaczyć w naszym dzisiejszym zestawieniu, współpraca w grach planszowych niejedno ma imię. Czasami liczy się refleks, czasami konsensus ustalany na drodze negocjacji, a innym razem jednomyślność przy ograniczonych możliwościach komunikacyjnych. Wygranie z grą potrafi ucieszyć nie mniej niż pokonanie rywala. A radość dzielona z innymi satysfakcję tę jeszcze potęguje. Życzymy Wam miłej zabawy i jak największej liczby wspólnych tryumfów.

Czekamy również na Wasze propozycje gier kooperacyjnych – najlepsze pomysły z grupy Na dzień doGRY, na doGRAnoc… opublikujemy tutaj.

Dodaj komentarz