Kilka Fajnych Gier – gry ruchowe

Gry planszowe kojarzą nam się głównie z, nomen omen, planszą, rozkładaną na stole, ewentualnie kartami, ale ogólnie grami, które przykuwają nas, czasami na długi czas, przy stole. Gdzie jedyny nasz ruch to przesunięcie pionka czy zagranie karty. Na szczęście pojęcie gier planszowych jest bardzo szerokie i obecnie wiele różnych gier określamy tym mianem. A wśród nich są również i te, wymagające od nas jakiegoś wysiłku fizycznego czy ruchu w ogóle. Dzisiaj zaprezentujemy Wam gry ruchowe, sprawnościowe, sportowe czyli gry, które rozruszają nasze ciało. Zapraszamy do lektury.

Twister jest chyba jedną z pierwszych gier, które kojarzyłam z telewizji i marzyłam o posiadaniu własnej. Kilka razy zdarzyło mi się w to zagrać u kogoś, jednak swojego egzemplarza nie mieliśmy. Kiedyś – już po ślubie – rzucił mi się w oczy egzemplarz w dobrej cenie, który ochoczo kupiłam, a po powrocie do domu z dumą zaprezentowałam zakup mężowi. Ku mojemu zdziwieniu jego reakcja była daleka od entuzjazmu. Wiedziałam, że nie jest jakimś wielkim fanem gimnastyki, ale żeby ze mną nie chcieć zagrać? Wspaniałomyślnie zaproponował własną modyfikację zasad – on kręci wskazówką, a ja wykonuję to, co wyjdzie 😀 Tak więc, jak się można domyślić, gra długo przeleżała u nas na półce.

Za to kilka lat temu odkryła ją córka i zaczęła często wyciągać podczas spotkań z koleżankami oraz namawiać nas na rozgrywki. Tej wiosny, kiedy siłą rzeczy dużo czasu spędzaliśmy w domu, Twister (nota bene dowiedziałam się, że autor pierwotnie grę nazwał „Precel”) był czasem drobnym substytutem lekcji WF.

Mówi się „w zdrowym ciele zdrowy duch”. I coś w tym jest. Gdy jesteśmy zdrowi, to mamy więcej ochoty do życia, działania, zazwyczaj mamy też lepszy humor i samopoczucie. Warto więc dbać o swoją kondycję czy tężyznę fizyczną. Niektóre gry planszowe nas w tym wspomagają. Ja przedstawię Wam grę skierowaną raczej do młodszego gracza, która oprócz rywalizacji na planszy wprowadza też rywalizację sportową.

Siódme Poty wydawnictwa Alexander to gra na kształt Chińczyka, gdzie staramy się obejść swoimi pionkami całą planszę i dojść do bazy. Ale żeby nie było za prosto, zbieramy kawałki puzzli tworząc obrazek, zwieńczeniem którego jest puchar. Ten ostatni puzzel  otrzymamy, gdy dojdziemy do końca trasy. Każdy kawałek puzzli otrzymujemy, gdy wykonamy zadania z kart z różnych dziedzin, zaznaczonych na planszy. Dlatego musimy starać się zatrzymywać na polach o różnych symbolach, a dodatkowo przyłożyć się do prawidłowego wykonania zadania z karty przyporządkowanej do tego pola. A na kartach są różne rodzaje ćwiczeń gimnastycznych: przysiady, stanie na jednej nodze, pompki, podskoki, pajacyki. Liczba ćwiczeń jest zmienna, w zależności od trudności pola. Gra pozwala, oprócz tężyzny fizycznej, ćwiczyć też pamięć: po odkryciu pola należy zapamiętać, jakie ćwiczenia są do wykonania, klepsydra jest odwracana i mamy określony czas na wykonanie wszystkich ćwiczeń.

To, ile razy powtórzymy czynność i czy damy ograniczenie czasowe, zależy z kim gramy.

Siódme Poty przewidziane są już dla czterolatków – wszystkie ćwiczenia rozpisane na kartach są do wykonania już przez takie maluchy. Na pewno rodzinna zabawa będzie przednia – dzieci chętnie zmierzą się z rodzicami. Gra świetnie też sprawdzi się w świetlicach szkolnych czy na koloniach. Dzieci chętniej wykonają gimnastykę, gdy połączy się ją z grą, jakąś rywalizacją, gdzie trzeba się wykazać czymś jeszcze niż tylko sprawnością ruchową.

Kubb jest skandynawską drużynową grą parkową, wokół której narosła legenda, iż jej pochodzenie sięga ery wikingów. Ponoć po udanym splądrowaniu wojownicy grali w nią używając czaszek i piszczeli ofiar. Mniej drastyczną teoria mówi, że zasady gry powstały podczas szykowania drewna na opał. Bądź co bądź, żadna z tych wersji nie ma oficjalnych źródeł, jednak ta tajemnicza otoczka spowodowała, że Kubb określany jest także mianem „Szachy wikingów”, co bywa przynętą, aby zainteresować tą grą. tak przynajmniej było w przypadku moich dzieci…

Kubb to raptem kilkanaście drewnianych elementów: 10 klocków prostopadłościennych zwanych Kubbami (po 5 na każdą drużynę w początkowym ustawieniu), Król – większy klocek stawiany na środku pola gry, 4 paliki, którymi wyznaczamy pole gry (powinno mieć wymiary 8×5 m, ale te wymiary można spokojnie modyfikować w zależności od graczy – ja z moimi dziećmi przeważnie gramy na polu 6x4m). Ostatnim elementem jest 6 zbijaków – cylindrycznych kołków o dł. ok 30 cm.

Cel gry jest prosty – zbić Króla, zanim zrobią to przeciwnicy, jednak wpierw musimy zbić obrońców, czyli Kubby przeciwników, które ustawione są na przeciwległej końcowej linii pola. Gra dzieli się na tury, które wyznaczone są liczbą rzutów zbijakami. W czasie swojej tury drużyna (nazwijmy ją Drużyna A 🙂 )  stara się zbić wszystkie Kubby znajdujące się po stronie przeciwnika (Drużyna B), na koniec tury, Drużyna B przerzuca swoje zbite Kubby na stronę przeciwnika. Stają się one dodatkowymi Kubbami (obrońcami) – tzw Kubbami polowymi. Teraz Drużyna B musi wpierw zbić Kubby polowe, aby móc zbijać Kubby z linii końcowej.

Kubby polowe, które nie zostaną zbite, będą wyznaczały nową, bliższą linię, skąd można zbijać pionki przeciwnika.

Gra toczy się do momentu, aż któraś drużyna pozbija wszystkie Kubby (zarówno polowe jak i końcowe) przeciwników – wtedy może zbić Króla. Przedwczesne zbicie króla powoduje automatyczną porażkę drużyny, która tego dokonała.

Muszę przyznać, że uwielbiamy tę grę. Zabraliśmy ją na wyjazd nad morze i okazała się elementem integrującym ośrodek. Wszyscy, którzy dołączali do gry  bardzo chwalili sobie czas przy niej spędzony.

Pétanque, czyli gra w bule to bardzo popularna we Francji gra „podwórkowa”. Powstała w 1907 r. w Prowansji i przez te sto kilkanaście lat zdążyła zawędrować w odległe rejony całego świata.

Zasady są bardzo proste – rzucamy metalowymi kulami (boules) w taki sposób, aby zatrzymały się jak najbliżej małej drewnianej kulki (świnka / cochon) – komu ta sztuka się uda, punktuje. Wygrywa się po zdobyciu 13 punktów. Szczegółowe zasady znajdziecie tutaj. „Easy to learn, hard to master„, jak mawiają nad Sekwaną ;).

Zabawa jest dla wszystkich – wygrać może zarówno dorosły, jak i dziecko. Wystarczy pewna ręka i trochę treningu, żeby nauczyć się rzucać w odpowiedni sposób. Możemy rozgrywać pojedynki we dwoje, jak i większą grupą (o ile mamy odpowiednią liczbę kul). Można też podzielić się na drużyny i konkurować w ten sposób.

Żywotność gry przedłuża fakt, że na każdym podłożu gra się inaczej: kule inaczej zachowują się na ubitej ziemi, inaczej na trawie, a inaczej na piasku – podejrzewam, że na dywanie w mieszkaniu również, ale odradzam próbować ;).  

* * *

Jeśli zapoznaliście się z naszymi propozycjami gier ruchowych w myśl hasła „W zdrowym ciele, zdrowy duch”, to zapraszamy na naszą grupę Na dzień doGRY, na doGRAnoc…, gdzie zachęcamy Was do podzielenia się z nami tytułami gier ruchowych

Dodaj komentarz